środa, 25 marca 2020

Wiosna

Weszła po cichu, nikt jej w tym roku nie zauważył. Ot nastała bez barwnych korowodów, topienia marzanny i innych tam takich.
Przyszła z nowo rodzącym się życiem, jakby na przekór tego co dzieje się wokół. 4 bociany krążyły po niebie świadcząc niezbicie, że teraz możne być tylko lepiej. Tyle, ze słońce mimo wielkich chęci nie jest w  stanie ogrzać powietrza i wiatr przewiewa człowieka do szpiku kości. Z jednej strony to lepiej, myśląc: Jak mi zimno, nie myśli się: jak się boje....
Czy się boje? chwilami. Ale szybko ataki leku dostają w dziób i maja zamilknąć, jestem matką i muszę w tym zwariowanym świecie dać dzieciom maks normalności. Bez jakiegoś lukrowania, ot schemat dnia, uzmysławianie, ze niestety nie będzie co dzień świeżych bułek na śniadanie i że da się żyć bez ukochanych ciastek i paluszków. Może dlatego, ze przyzwyczajone do tego, ze w życiu nie je się tylko ptasiego mleczka nie marudzą przechodząc nad tymi faktami w  miarę na luzie..
Każdy ma swoje obowiązki i ich się pilnuje. Jest czas na naukę i czas na zabawę, czas na wspólny film rodem z PRL. Paradoksalnie mimo iż są w domu mam wrażenie, ze mam więcej czasu niż miałam.
Jeszcze tylko trochę ciepła i liczę, że pójdę na randkę z wiosną do ogrodu. Nic tak nie relaksuje niż ciężka fizyczna praca na świeżym powietrzu.
Czego nauczył mnie dotychczasowy czas? 
Że cokolwiek by się nie działo, świat pójdzie dalej. Ludzie będą umierać i rodzić się bez względu na wszystko.   I nie można dać się zwariować. Nie wiem czy tylko ja to zauważam, ale w internecie nakręca się strach. Gdzie się nie zajrzy tam koronawirus: no dobra we wojnę nawet ludzie się do bombardowań przyzwyczaili. Za to co rusz: ten umarł miał tyle lat, ten umarł miał tyle lat, a 30 lat temu umarł ten.... Nieważne co było przyczyną śmierci pisze się o wszystkich z całego świata wystarczy, że choć raz kiedyś pokazał się gdziekolwiek. Takie swoiste znęcanie się psychiczne nad ludźmi. Śmierć, śmierć…. Wszyscy się boja. A potem w większość  z tych ludzi będzie ubierać dzieci za kościotrupy świętując haloweem i wtedy śmierć będzie zabawna. Teraz bójcie się bójcie!!!!!
Czemu nikt nie napisał o pierwszym dniu wiosny?
Ja wiem, ze wystraszonymi ludźmi łatwiej się steruje, ale kto potem wyciągnie z depresji miliony Polaków, którzy na siłę szukają brzytwy w necie? Choć małego kawałka ostrza, którego można się chwycić i mimo bólu przecinanej skóry utrzymać się na powierzchni?
Wielu wyjdzie bardzo poturbowanych z tego czasu, ci którzy nie doświadczyli zagrożenia życia będą się panicznie bać śmierci, wielu popełni samobójstwo przytłoczonych swoimi myślami....
Ja się chwilowo nie daje. Pozwalam sobie na nerwy na płacz, nie kryje przed nikim emocji, czasami wykurzenia, złości irytacji. Naprawdę w takiej sytuacji nazywając uczucia i niwelując tak napięcia ułatwia się sobie życie. Mogę schodzić wkurzona na męża tydzień, ale chyba lepiej wygarnąć co się myśli, by potem być 6 dni tulenia do przodu, a  i dzieci spokojniejsze jak nie czują siekier latających po domu.
Panie spraw byśmy umieli rozmawiać, byśmy nie skakali sobie do oczu, ale kierowali sie miłością.... Przemień serca tych, którzy boją się nieuchronnego końca.

poniedziałek, 23 marca 2020

Apokalipsa

Koniec świata.... Tak w jakimś sensie jest koniec świata. Świata, który znaliśmy i który był dla nas bezpieczny. Już nic nie będzie takie jak było. Pierwszy raz w historii mojego pokolenia (a  może generalnie w historii Polski) nie będzie świecenia pokarmów w wielka sobotę. Reszta liturgii się odbędzie, w pustych kościołach ale będzie....
Nie nastawiam się na Wielkanoc. CO świętować jak to się we mnie nie dokona?
A może paradoksalnie właśnie się dokona? Może wszyscy zmartwychwstaniemy ze śmierci konsumpcjonizmu i materializmu? Może pokonany śmierć egoizmu?
Nie wiem..... 
Tęsknie.
Boże spraw byśmy zmartwychwstali i żyli już z Tobą na wieki.

niedziela, 22 marca 2020

Co jest ważne?

Kolejna niedziela w domu. Rodzi się poczucie bezsensu takiego postępowania. Serce wyrywa się na msze, ciągle wzrasta ilość chorych ludzi. Rozum podpowiada: normalne tak będzie, a serce: po co to wszystko.
Czuję się jak narkoman odcięty od dragów. Nie starcza mi wideo msza, potrzebuje tam być! Nie wiem może dlatego, że Bóg to jedyne co jest pewne rzecz w moim życiu. Reszta to jedna wielka niewiadoma. Nie wiem co stanie się jutro pojutrze... A ja nie umiem żyć w niezaplanowanym świecie. Muszę mieć zaplanowane wszystko z  góry, bo co nie planowane powoduje strach. Niezła szkoła życia teraz dla mojej psychiki.
Ludzie się irytują - przecież normalnie na wszystko mają wpływ, mogą kupić każdego i praktycznie wszystko na świecie, a teraz nie mogą kupić poczucia bezpieczeństwa. Jeśli nie mają nic innego pewnego w swoim życiu oprócz pieniądza - to współczuje.
Egoizm wielu ludzi zderza się ze ściana. Nie, nie należy Wam się nic, nie jesteście Panami tej sytuacji. Musicie się podporządkować czemuś co jest ponad. Nie mówię o Bogu mówię o maleńkim wirusie, to on rozdaje karty.
Niedługo zaczną się teksty z serii: a gdzie był Bóg jak ludzie umierali? Tak w odpowiedzi do mnie dziś przemówiły słowa: 
Ewangelia J9
Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.
Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. ....

Wiem, ze w wielu budzi się bunt, ale jak to tak – to niesprawiedliwe.
Opowiem Wam historie :
Kilkanaście lat temu urodził się chłopiec, pierworodny syn, wyczekane dziecko. Urodził się z  wyrokiem śmierci. Bez możliwości ułaskawienia. Żył 5 tygodni. Tylko tyle, a tak naprawdę aż tyle. Zgodnie z danymi medycznymi powinien się nie urodzić, albo żyć maksymalnie 2 dni.
TO nie był łatwy czas, był bardzo bolesny, choć był z  Bogiem. Było milion pytań: dlaczego!!!! Przecież się modliłam, spowiadałam, chodziłam na eucharystię. No jak to tak przecież zaklinałam rzeczywistość jak się  dało, a jednak nie zadziałało?
Pamiętam dzień kiedy moje serce się przemieniło.... Przestalam myśleć o sobie, o swoim egoizmie i popatrzyłam na niego. Przestałam pytać czemu moje czary mary religijne nie działa i on nie zdrowieje, czemu nie dzieje się cud uzdrowienia. Byłam tylko ja, ja, ja…. Nie było tego malca, który tak cierpiał…. Patrzyłam na czubek swojego nosa, a nie maluszka, który czekał na nasze pozwolenie by odejść. Płakaliśmy przy inkubatorze..... Odejdź synku, tam będzie CI lepiej....
Dzień później odszedł..... 
Ktoś spyta: czemu tak cierpiało niewinne dziecko? Może po to bym ja teraz żyła a nie wegetowała? Może po to bym potrafiła zobaczyć drugiego człowieka?  Ja  od tamtego czasu nie pytam już dlaczego coś się dzieje , pytam: po co...
Po co pojawił się koronawirus ? Może po to byśmy na tym diabelskim młynie nie poginęli wszyscy. Byśmy dali sobie i światu kolejną szanse.
Pytanie ilu z nas wyciągnie wnioski z  tej lekcji, ilu z nas pogodzi się z faktem, ze jestem tu i teraz pielgrzymem, i ze wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi... Ilość kasy i dóbr jakie mamy nie wyratuje nas w chwili gdy kostucha zapuka do drzwi. 
Nie chcę umierać, ale nie boje się śmierci.... Może to łaska? Czasem zastanawiam się jak to będzie, ale samej śmierci się nie boję.... Przecież: Życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową ....
Panie daj nam pokój serca byśmy pogodzili się, że nie jesteśmy wieczni. Byśmy nie bali się żyć, bo boimy się śmierci....