Weszła po cichu, nikt jej w
tym roku nie zauważył. Ot nastała bez barwnych korowodów, topienia marzanny i
innych tam takich.
Przyszła z nowo rodzącym się
życiem, jakby na przekór tego co dzieje się wokół. 4 bociany krążyły po niebie
świadcząc niezbicie, że teraz możne być tylko lepiej. Tyle, ze słońce mimo
wielkich chęci nie jest w stanie ogrzać powietrza i wiatr przewiewa
człowieka do szpiku kości. Z jednej strony to lepiej, myśląc: Jak mi zimno, nie
myśli się: jak się boje....
Czy się boje? chwilami. Ale
szybko ataki leku dostają w dziób i maja zamilknąć, jestem matką i muszę w tym
zwariowanym świecie dać dzieciom maks normalności. Bez jakiegoś lukrowania, ot
schemat dnia, uzmysławianie, ze niestety nie będzie co dzień świeżych bułek na śniadanie
i że da się żyć bez ukochanych ciastek i paluszków. Może dlatego, ze
przyzwyczajone do tego, ze w życiu nie je się tylko ptasiego mleczka nie marudzą
przechodząc nad tymi faktami w miarę na
luzie..
Każdy ma swoje obowiązki i ich
się pilnuje. Jest czas na naukę i czas na zabawę, czas na wspólny film rodem z
PRL. Paradoksalnie mimo iż są w domu mam wrażenie, ze mam więcej czasu niż
miałam.
Jeszcze tylko trochę ciepła i liczę,
że pójdę na randkę z wiosną do ogrodu. Nic tak nie relaksuje niż ciężka
fizyczna praca na świeżym powietrzu.
Czego nauczył mnie dotychczasowy czas?
Że cokolwiek by się nie
działo, świat pójdzie dalej. Ludzie będą umierać i rodzić się bez względu na
wszystko. I nie można dać się zwariować. Nie wiem czy tylko ja to
zauważam, ale w internecie nakręca się strach. Gdzie się nie zajrzy tam
koronawirus: no dobra we wojnę nawet ludzie się do bombardowań przyzwyczaili.
Za to co rusz: ten umarł miał tyle lat, ten umarł miał tyle lat, a 30 lat temu umarł
ten.... Nieważne co było przyczyną śmierci pisze się o wszystkich z całego świata
wystarczy, że choć raz kiedyś pokazał się gdziekolwiek. Takie swoiste znęcanie się
psychiczne nad ludźmi. Śmierć, śmierć…. Wszyscy się boja. A potem w większość z tych ludzi będzie ubierać dzieci za kościotrupy
świętując haloweem i wtedy śmierć będzie zabawna. Teraz bójcie się bójcie!!!!!
Czemu nikt nie napisał o pierwszym dniu wiosny?
Ja wiem, ze wystraszonymi ludźmi
łatwiej się steruje, ale kto potem wyciągnie z depresji miliony Polaków, którzy
na siłę szukają brzytwy w necie? Choć małego kawałka ostrza, którego można się chwycić
i mimo bólu przecinanej skóry utrzymać się na powierzchni?
Wielu wyjdzie bardzo
poturbowanych z tego czasu, ci którzy nie doświadczyli zagrożenia życia będą
się panicznie bać śmierci, wielu popełni samobójstwo przytłoczonych swoimi myślami....
Ja się chwilowo nie daje. Pozwalam
sobie na nerwy na płacz, nie kryje przed nikim emocji, czasami wykurzenia, złości
irytacji. Naprawdę w takiej sytuacji nazywając uczucia i niwelując tak napięcia
ułatwia się sobie życie. Mogę schodzić wkurzona na męża tydzień, ale chyba
lepiej wygarnąć co się myśli, by potem być 6 dni tulenia do przodu, a i
dzieci spokojniejsze jak nie czują siekier latających po domu.
Panie spraw byśmy umieli rozmawiać, byśmy nie
skakali sobie do oczu, ale kierowali sie miłością.... Przemień serca tych,
którzy boją się nieuchronnego końca.