Słońce - wylazło dziś zza
chmur rozświetlając okolice. Przez okno wyglądało cudownie. Piękne, jaśniejące
na niezmąconym niczym niebie. Przeto nawet samoloty nie psuły idealnego błękitu.
Gorzej było jak człowiek przemieścił się poza ściany własnego domu Zimny silny
wiatr wywiewał wszystko oprócz czarnych myśli.
Nie, nie złamałam zasady:
siedź w domu. Jestem jednak w tym cudownym położeniu, ze mając 2 dzieci, męża
psa i kota mam też dom z ogrodem i czasem albo ich albo siebie wyrzucam
za drzwi. To taki wentyl bezpieczeństwa, bo dziś ewidentnie nas nosiło. Obawiam
się, ze mieszkając w bloku mogło by się to dla nas skończyć tragedią.
Nawet kot postanowił się ukryć
przed wszystkimi w łazience zapadając w drzemkę na brzegu wanny, co ewidentnie
świadczy o jednym: On najgorzej znosi kwarantannę.
Teraz gdy dzieciaki poszły już do łóżek, mogę siąść
i pomyśleć.
Ten wirus ma jeden plus... czy
nam się to podoba czy nie, będziemy musieli znów zacząć żyć ze sobą a nie obok
siebie. Szybko idzie nam docieranie się, choć idealnie nie jest.
Duży wpływ na to w miarę
bezbolesne przechodzenie z towarzyszenia do życia wspólnego jest fakt, ze
dzieciaki od zawsze bardziej żyły w świecie realnym, a nie wirtualnym i
teraz tez ich nie ciągnie do wirtualnej rzeczywistości.
Ja mam objawy żałoby: tak
dokładnie. wszak pochowaliśmy w pewnym stopniu swoje dawne życie.
Odłożyliśmy swoje przyzwyczajenia, plany. Ja która zawsze żyłam w biegu,
gdzie plan równał się realizacja musze wyhamować. Wyobraź sobie: jeździsz
autem przeważnie ostro brawurowo i szybko a tu nagle korek i prędkość 10km/h co
czujesz? No właśnie ja to czuje. Ze swojego życiowego bolidu przesiadłam się na
rower i nie dość że prędkość wkurza to jeszcze łapie zadyszkę z braku kondycji.
Odchorowuje to dlatego często mimo przejmującego zimna wychodzę na dwór by nie wyładowywać
sie na innych.
W necie pełno akcji
prospołecznych, pomożemy!!!!! Pytanie ilu rzeczywiście pomoże, a dla ilu jest
to szansa na jakikolwiek zarobek we własnym biznesie ubrana w szaty dobrego
uczynku.
Pomożemy.... a co się stanie
po odejściu wirusa? Albo wtedy gdy strach opadnie, bo jak to mówili starsi
ludzie: we wojnę przez miesiąc baliśmy się bomb, potem już na nikim nie robiły
one wrażenia. Bomby jednak były realne, a wirus? Jak to mówił mój niezapomniany
wykładowca na studiach wirusolog prof. Witold Golnik... wirus.... czy on
istnieje? Czy ktoś z państwa widział wirusa?
Po jakimś czasie ludzie się
oswoją. Minie strach panika, zaczniemy kombinować jak to Polacy. Ile pozostanie
ze szlachetnych chęci i inicjatyw? Czy młodzież nie opadnie z zapału i później
też będzie wspierać seniorów? Wszak oni nie staną się po przejściu pandemii
sprawniejsi. Obawiam się, ze to minie tak jak minął zapał pokolenia JPII.
Panie spraw aby nam się
chciało tak jak nam się nie chce i by zapał nie zgasł, jak ogarek świeczki....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz