sobota, 21 marca 2020

Cisza nie zabija

"Już mnie d... od siedzenia boli, jeszcze trochę i ucieknę z domu bo zwariuję" rozmowa dwóch panów w sklepie.
A ja? Ja cieszę się jak wariat na izolację, nie muszę nigdzie iść, nie muszę nigdzie jechać wreszcie jestem w  sowim świecie. Może to się wydać dziwne, bo generalnie jestem brana za osobę towarzyską, a  tak naprawdę kocham mysie dziury. Jeśli mam do wyboru imprezę u znajomych i spacer po lesie wygra bezapelacyjnie to drugie, a jak jeszcze  w tym lesie są grzyby..... Nie liczcie że szybo go opuszczę, obejrzę dokładnie każdy krzaczek, zakamarek górkę i dołek.
Oj tak las to zdecydowanie mój świat
Świat w  którym można być sobą, można popłakać i pośmiać się, można wsłuchać się w przyrodę i samego siebie.
Świat w jakim na co dzień żyjemy nie lubi ciszy, nastawiony jest na zakrzyczenie podstawowych ludzkich potrzeb. Na zagłuszenie głosu sumienia, zagłuszenia głosu małego dziecka, które w nas woła o uwagę. Ten świat nie zgadza się na słabość, upadek nieidealność, nie zgadza się na zwątpienie, chorobę....
I w ten nieidealnie idealny świat wpadł koronawirus i nagle wiele małych światków się rozpadło. Bo obnażył on ciemną stronę tego świata, tą na którą nie ma przyzwolenia, no bo jak. Starość choroba i inne takie nie maja prawa istnieć, a śmierć? Na nią nikt się nie umawiał. Żyć wiecznie, oj tak to jest to
A tu nagle nastała cisza na ulicach, w sklepach (jakoś ludzie mniej ze sobą rozmawiają, mniej się uśmiechają) galerie aż dzwonią cisza.... Cisza wdziera się w nasza codzienność zmuszając do pobycia sam na sam ze samym sobą. I nagle okazuje się, ze mam wady, ze mam potrzeby, ze nie jestem Supermenem, tylko zwykłym małym szarym ludzkim. Oj wielu takie uderzenie w szybę boli mocno. Patrzą na siebie z obrzydzeniem i przerażeniem i na gwałt szukają ucieczki. To lustro przed którym przyszło im stanąć pokazuje coś tak obrzydliwego, że pewnie długo niektórzy nie otrząsną się z szoku. Cześć wyprze to całkowicie traktując podobnie jak pandemie za koszmarny sen, który nie może być realny. Jak najszybciej wyjść obudzić się….  A tu nie ma ucieczki bo niewidzialny wróg zaryglował drzwi. 
Zaczynamy się bać, okazywać słabość. Nasz wystudiowany uśmiech zaczyna przygasać.... Kto nie zgadza się naprawdę o sobie rozchoruje się przez koronaświrusa i rokowania mogą być bardzo złe.
Cisza to błogosławieństwo i przekleństwo, ale by w nią wejść czasem przechodzi się przez męki. Pamiętam swoje początki ciszy. Ktoś kiedyś do niej mnie zmusił. Gnałam na oślep ku zatraceniu, w  przepaść z której nie było wyjścia i ktoś powiedział STOP. Posadził mnie na adoracji i kazał wytrwać. Matko jak wtedy gryzła mnie ławka w tyłek, najdłuższe 30 minut mojego życia, a wskazówki zegarka jakby się sprzysięgły, nabrały żółwiego tempa i szły jeszcze powłócząc nogami. Każdy kolejny raz Był już łatwiejszy, wiem jednak jedno: ta cisza sam na sam ze sobą i w moim przypadku Bogiem uratowała mi życie. Z czasem obrzydzenie do samej siebie przerodziło się w uczucie troski i współczucia, a potem… potem i teraz szukam wyjścia z matni w która wepchnął mnie świat.

Tak się dziś zastanawiam czy koronawirus sprawi, że ławka ciszy naszego życia przestanie nas gryźć w tyłek i wielu usiądzie na niej nie uciekając jak przed śmiertelnie niebezpieczną  bestią? Czy staniemy oko w oko z nią by uratować resztki człowieczeństwa jakie nam zostały? Czy wyciągniemy naukę z tego co nas spotyka? Czy dalej wejdziemy w stado owiec, które na stracenie pognają w przepaść?
Może to ostatnia szansa dana naszemu światu by zwolnił?
Nie uciekajmy przed sobą, to boli ale jeśli wejdziemy w siebie może się okazać, ze jesteśmy na skraju przepaści i uratujemy się przed runięciem w dół
Panie naucz nas trwać w ciszy serca. Uratuj przed niechybną śmiercią miłości, współczucia i człowieczeństwa…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz