czwartek, 12 marca 2020

Ojcze Nasz... w czasach koronawirusa

Ten wpis będzie specyficzny. Wielu może zbulwersować, ale ma się stać swego rodzaju wstępem, do opowieści o pracy nad sobą i rodziną, a także o  relacjach międzyludzkich w czasach KORONAWIRUSA. Jaki będzie? Nikt nie wie. Postaram się pisać to co zaobserwuję Może opisze coś co mnie zaskoczy. Będzie to tak nieprzewidywalne, jak panoszący się wirus.
Wszak w czasie ucisku powstały wielkie dzieła nie tylko literackie więc....
Dla potomnych i  nie zorientowanych.
W 2020 roku w marcu nasz kraj napadła zaraza: koronawirus. Nie wiem czy zasięg w Polsce ma jak dżuma w opisie Alberta Camusa lub rok coroczna grypa, której nie cierpię. Tego dowiem się pewnie za kilka tygodni miesięcy. Na razie w Chinach zrobiła niezłe spustoszenie, choć bilans oficjalnie chorych jest na pewno mniejszy niż ilość osób chorych na grypę w Polsce  w tym roku, niestety śmiertelność ma w tym wypadku większą.

Na razie oficjalny bilans ofiar w Polsce: 1osoba nie żyje,51 chorych. Zapewne do rana eksploduje ilość chorych, ale to naturalne szczególnie przy wirusie takim jak ten.
A jakim?
Jest wredny: jeszcze nie ma objawów, a już zarażasz i to chyba główna jego wredność, bo reszta standardowa : jak dopadnie kogoś słabego z obniżoną odpornością to może doprowadzić do zgonu. Niestety na całym świecie w każdym gatunku tak jest: niska odporność potrafi zabić. Fenomen: nie chorują dzieci, może to kwestia zużycia organizmu? tego pewnie dowiemy się po badaniach przeprowadzanych już po tym całym szaleństwie.
Na razie jesteś niby zdrowy a zarażasz już ludzi, stąd zalecana ogólnoświatowa ostrożność w stosunkach międzyludzkich i ograniczenie migracji. Wielu więc już jest chorych i o tym nie wie, a wielu nigdy się nie dowie.
Daleka jestem od bagatelizowania problemu, problem jest. Na ile zdrowotny, a  na ile ekonomiczno-polityczny czas pokaże jednak najlepiej dla dobra wszystkich dostosować się do panujących i ogłoszonych zasad.
Wracając do tytułu wielu ludzi w obawie przed prognozowanym widmem śmierci wraca do praktyk religijnych często zarzuconych dawno. Niby lepiej późno niż wcale, ale czasem się zastawiam co tak naprawdę mamy na myśli odmawiając (klepiąc) modlitwę znana od dzieciństwa....
Dokonałam więc rachunku sumienia i moja modlitwa w czasach pandemii mogłaby wyglądać tak: 

Ojcze nasz, któryś jest w niebie - o tak dziś często go wzywałam jak większość ludzi na świecie. Jedni z  trwogi, inni z nudów (?!)  a jeszcze inni błagając o cierpliwość by nie udusić ukochanych dzieci od których nie ukrywajmy w  trakcie roku szkolnego z lekka odwykliśmy. Koronawirus wymusił na nas 2 tygodniowe ferie z dziećmi. Pocieszam się, ze pierwsze koty za płoty i z każdym dniem będzie lepiej, aż w końcu znów nauczymy się razem żyć pod jednym dachem 24h na dobę. Swoją drogą: chyba nie zdajemy sobie sprawy na co dzień ile roboty mają z nimi znienawidzenie przez wielu nauczyciele - a przecież wielu z  nas twierdzi, że oni NIC nie robią. Tak wiec teraz to NIC mamy w  domach w pełnej krasie.

Święć się imię Twoje - no nie z tym dziś zdecydowanie z tym był problem. Może wieczorem o ile nie padnę na dziób dam radę na chwilę pobyć  z Bogiem. Zatrzymać się nad Słowem..... Niestety jestem "kiepskim" dzieckiem Boga. Moje własne, niestety często przeszkadzają mi, w  tej niby teoretycznie najważniejszej dla mnie relacji. :( . Będę święcić obiecuje - jak wariatkowo się skończy - zdaniem rządzących cud ten ma nastąpić 25 marca - jakieś światełko w tunelu.Oby się nie okazało, ze ten tunel zamknięty jest szklanymi drzwiami - bo zderzenie z nimi może zaboleć i wiele rodzin nie wytrzyma kolejnych dni w  pełnym zestawie.

Przyjdź królestwo Twoje - o co to to nie!!!! Nie budzi się w Was taka myśl? No z  jednej strony miłość do Boga, ale żeby tak już tu teraz? Trzeba przecież jeszcze załatwić to czy tamto. Panie Boże nie wygłupiaj się jeszcze nie dzisiaj.... No wiesz, jak przyjdziesz powtórnie to GAME OVER, a jak nie to może mnie ten wirus nie wykończy i zdążę wreszcie posadzić te roślinki ukorzenione od zeszłego roku.

Bądź wola Twoja - jak wyżej.... z ta wolą to nie przesadzaj. Wiesz my wiemy lepiej jak ma być. Najlepiej jak Twoja wola top moja wola i nie wchodźmy sobie w paradę- taka dżentelmeńska umowa, co?

Jako w niebie - o tak tam możesz sobie ustalać swoje zasady,

tak i na ziemi - Tu rządzę ja! Przecież wiedzą to nawet dzieci - szczególnie moje - a za 2 tygodnie będą wiedzieć to jeszcze lepiej. Obiecuję!

Chleba naszego daj nam dzisiaj - o to to w sklepach sajgon. Podobno brakuje towarów choć w mediach mówią, ze wszystko jest. Nie wiem, dziś nie stanęłam ani na krok, na placu sklepowego boju, bo jak wiesz koronawirus=kwarantanna dzieci w  domach=brak czasu mamy na wszystko=logistyka leży=OJCZE NASZ.... Więc wiesz: zapewnij nam pełną lodówkę i frykasy bo przecież ten chleb to przenośnia, prawda? Jak nic w sklepach faktycznie nie ma to takie źródełko z  nieba by się przydało. Przecież jesteś kochającym Ojcem - listę zakupów zostawię w kuchni....

i odpuść nam nasze winy - oj tak. Bo wiesz gdyby jednak ten wirus nas położył, do lepiej byśmy mieli wyrównane rachunki, bo lubię ciepło, ale wizja kotła mnie nie pociąga. Przebacz, a jak już minie czas zagrożenia -osobiście szczerze się wyspowiadam! Wszak w chwili zagrożenia życia podobno skrucha wystarczy i od razu z kapciami można gnać na niebiańskie salony. A fakt, że jak zagrożenie minie to i skrucha przejdzie. Przecież nie musisz tego teraz brać pod uwagę prawda? 

jako i my odpuszczamy naszym winowajcą - no nie widziałam dziś tej wrednej Kryśki, więc jej przebaczam. No dobra nie przebaczam, ale w chwili takiej tragedii chyba mogę poudawać miłość bliźniego, bo bez tego te niebiańskie salony chyba nie maja racji bytu, a tak może dasz się nabrać?. Przecież potem mogę znów wbić jej szpile w plecy prawda?

i nie wódz nas na pokuszenie - no siedzenie w domu z dziećmi jest wyzwaniem dla czystej duszy,  kuszą sklepy i promocje, a także miliony zblokowanych wirusem planów wodzi na pokuszenie. Sama trochę kiepsko stawiam im czoła więc wiesz - wsparcie mile widziane.

Ale nas zbaw ode złego nas samych i koronawirusa przeklętego

AMEN

W związku z  powyższym, widząc groteskowość swojego zachowania nie odważę się dziś na tę modlitwę.  Czy czas koronawirusowej pandemii coś zmieni i dojrzejemy jako ludzie, rodzice? Czy przełamiemy w sobie mechanizm: JESTEM BOGIEM i zobaczę coś więcej niż czubek swojego nosa?  I nie tyczy się to tylko ludzi wierzących w Boga....
Może to nie będzie jedyny wpis.... i kiedyś wspólnie się dowiemy.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz