No dobra, jak się ma pod sobą
dwa domy ( tak jakoś wyszło w tym wojennym czasie), niestety zwykłe
zakupy zajmują trochę czasu. A jakie są te zakupy w czasach
koronawirusa....
Fakt faktem nie poszłam po
rozum do głowy, zamiast podjechać do innego sklepu zapewne unikając dzięki temu
tłumu ludzi podjechałam do najbliższego mojego miejsca pobytu porannego z
owadem z tle. Piknęło leciutko na widok zastawionego nienaturalnie o 7 rano
parkingu: e pewnie na pobliski targ zaparkowali. Wzięłam koszyk ( tak wiem
skrajna nieodpowiedzialność, ale jakoś nie wyobraziłam sobie targania tego co
było spisane na tajnej kartce ukrytej przed wzrokiem konkurencji w kieszeni
kurtki) i ruszyłam do boju. Nie wiedziałam jak wielka lekcja o ludzkich
charakterach mnie czeka.
Weszłam: wszystko pozastawiane
paletami, panie uwijają się ukropie przy okazji tysięczny raz na pytanie: czemu
nie ma mleka - trwa dostawa, czemu nie ma mleka - trwa dostawa. Chylę czoła bo
ja po 3 osobie już bym warczała: nie widzisz że staram się wyłożyć te jogurty i
zaraz wyłożę mleko. No cóż niektórzy nie pomyśleli, ze jak wszyscy na hurra
pognali wczoraj zrobić zakupy i to w całej Polsce to nie ma bata, czegoś będzie
brakowało. Panie naprawdę odwalają kawał dobrej roboty i narażają się bardziej
niż my jadać na jedne zakupy w ciągu dnia.
Pominęłam fakt braku mleka (
chwała Panu mam zapas - bo przeważnie mam) i mąki, bo jak co u rodziców w
stodole zboże, da się coś z tego pozyskać jak pozostają nam do jedzenia jedynie
podpłomyki. Tylko z piecem do ich pieczenia może być problem, ale może na
grilu?
Ogarnęłam ekspresem listę
zakupów umykając przed karcącym wzorkiem Pań wyrzucających cały zapas piersi z
kurczaka do koszyka ( no bo jak bezczelnie mogłam im zabrać im zapasy).
Doszłam do kasy. Starszy Pan
grzecznie spytał Pani za sobą: a pani co szykuje się do wojny? Po czym zrobił
karczenną awanturę Pani przy kasie: jak to może nie mieć wydać - czyżby
ukrywany pod nonszalancją koronawirusowy stres?
UFF wreszcie moja kolej -
zapłaciłam - no cóż w ferworze walki zapomniałam o podaniu karty i przepłaciłam
- moja dusza promo-maniaka piknęła znów, ale dobra niech będzie. Czasy kryzysu
spożywczego i finansowego - wspomogłam gospodarkę. Wyszłam ze sklepu z myślą: rałam
udział w bitwie pod Grunwaldem. Po której stronie i kto komu dał miecze? Wole
nie wiedzieć, bo rozlew krwi był bliski. Umknęłam szybko ze swoim koszyczkiem
do auta, jak tchórz wskoczyłam za kierownice co by sklepowa pogoń mnie nie
dopadła i nie zmusiła do oddania ciężko zdobytych zapasów i sioooooo do domku,
potem szybko mycie rączki i już można wracać do żywych.
Jedną rzecz zdobyłam dziś bez
wysiłku jakiś uprzejmy Pan podał mi przez regał ogórka, od tak, po prostu nie
próbując dać mi do zrozumienia, ze odbieram mu upatrzoną zwierzynę. Tak sobie myślę,
ze po prostu ten ogórek był z wirusem?? Choćby nawet: doceniam ten
bezinteresowny gest ratujący mnie przed kolejnym rajdem między ludźmi i
paletami......
Ludzie ja wiem, że mamy
problem, że nie możemy być pewni co przyniesie kolejny dzień. Ja wiem jedno:
moi dziadkowie przeżyli blisko 6 lat wojny, ja nie przetrwam nawet kilku
tygodni z wirusem?
Tez jestem wybita z rytmu,
zawsze był schemat: szkoła przedszkole co 2-3 dzień wypad do biedronki z
dokładnie zaplanowanymi zakupami po analizie gazetki i rzadko klapa zakupowa.
Teraz nie ma schematu, jest wielka niewiadoma: załapie się na
"mleko"? Cóż może to wybicie z rutyny pozwoli mi spojrzeć inaczej na
świat.
Irytuje mnie to zachowanie
ludzi? Pewnie trochę tak, bo chwieje moim wypracowanym poczuciem stabilizacji w
cieniu zagrożenia - i nie o dywagacje czy jest ono realne czy nie. Przecież ja
mam swoje poglądy, swoje spojrzenie i na jego podstawie buduje swoje i tylko
swoje poczucie bezpieczeństwa i nikomu nic do tego.
Choroba nie kupiłam kapsułek do
zmywarki: hmmmm mam płyn do naczyń? Chyba tak. Trudno pomyje trochę jak kiedyś
moja mama i babcia. Bo chyba jutro nie wejdę po raz kolejny na plac boju. Nie
mam odwagi i nie o wirusa chodzi, tylko o zderzenie z całkowitym brakiem
zrozumienia dla drugiego człowieka. Także moim brakiem zrozumienia.....
Panie Boże naucz mnie rozumieć
ludzi, naucz akceptować to, że jedni boją się bardziej inni mniej. Jedni wolą
milczeć inni gadać. Jedni działają, a inni zamykają się w sobie. Naucz mnie
bycia jak ten pan od ogórka, jeśli ktoś da sygnał, ze potrzebuje pomocy nie
chce się wahać.... Tylko bezinteresownie pomóc - nie utrudniajmy sobie
wzajemnie życia w tym trudnym i tak czasie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz