piątek, 20 marca 2020

Bóg nie ma konta na FB...

Bóg... gdzie się nie obejrzymy tam ludzie go wzywają, pod większością artykułów o czyjeś śmierci, problemie, kłopocie, chorobie pojawia się: Panie ty się tym zajmij. Wiele łańcuszków rozsyłanych różnymi kanałami: kto prześle temu Bóg.... Przeważnie zostawiam takie akcje bez odzewu, ale wczoraj przeczytałam czyjąś prośbę o nie wysyłanie tej osobie łańcuszków i widniało tam takie zdanie: Bóg nie ma konta na FB.
Panika koronawirusowa słabnie, pięknie widać to w artykułach i komentarzach pod nimi. CO raz więcej jadu, wypominania sobie przeszłości, co raz więcej złości i nienawiści.
Nie dajemy sobie prawa do bycia innym, do posiadania innych przekonań politycznych społecznych religijnych. Albo myślisz jak tak ja , albo zgiń i przepadnij maro. W Internecie bardzo chętnie też afiszujemy się ze swoją wiarą: dobry Boże pisze do Ciebie te wiadomość, bo zapewne nie omieszkasz zajrzeć na ten portal i odnajdziesz moją prośbę o oddalenie tej plagi od mojej rodziny, bo na rodzinę sąsiada już możesz ją zesłać, bo wiesz, oni się dorobili nowego auta i ostatnio remont zrobili wiec pewnie są nieuczciwi więc ich za ten grzech pokaraj.
Czasem jak czytam niektóre wpisy jest mi po ludzku żal. Nie jestem aniołem, zdarza mi się ludzi nie lubić, nie cierpieć wręcz, ale staram się nie oceniać. Zanim komuś przypnę łatkę ostatniego grzesznika, innowiercy itd. Zadaję sobie pytanie: w czym jestem lepsza? Zycie nauczyło mnie stosować zasadę: ”Kto z Was jest bez winy…” I nie raz po tej lampce w głowie, kamień spadał na ziemię rąbiąc  mnie przy okazji boleśnie w stopę. Działało lepiej niż kubeł zimnej wody.
To nie jest tak, że nie widzę cudzych błędów, widzę, czasem upominam, ale nie osadzam. Nie przypinam łatek: łajdak, morderca, świnia itd…. Nie przypinam, bo nigdy nie wiem co stoi za taką a nie inną decyzja, czasem jest to tragedia życiowa, czasem brak kogoś kto pokaże że warto, a czasem całkowita obojętność i zapewne swoim wytykaniem mu wszelkiej maści grzechów nie zachęcimy go do tego by choć odrobinę zainteresował się tematem Boga.
Te wszystkie wpisy pod artykułami typu: dziecko umiera na chorobę XX: Jezu ty się tym zajmij! Zapewne chętnie się zajmie, tylko powiedz Mu o tym. Jakoś nie sadze by mimo swojej wszechmocy i wszechwiedzy czytał komentarze pod artykułami na temat koronawirusa lub czyichś chorób.
 Nie, nie odbieram mu tej umiejętności, ale chyba bardziej chodzi o nasze zaangażowanie,  a nie o kilka liter wystukanych na klawiaturze, nawet w dobrej wierze. Czy to aby nie działa na zasadzie: zaznacz wiadomość, Bóg się tym zajmie.
Jak łatwo nam odfajkować coś bez angażowania się. Takie uspokojenie sumienia. Umyłam ręce po przyjściu z zakupów, poprosiłam Boga o modlitwę za tych co chorują i o ochronne przed choroba mnie i najbliższych: jestem bezpieczna. Dodatkowo dodam 30 komentarzy by zajął się tym czy tamtym…. Pouczę tego i owego bo przecież wiem lepiej…. Dobry uczynek zaliczony, wzrasta moje miejsce w rankingu, pewnie to mnie zabezpieczy przed chorobą.
Iluzja, uwielbiamy w  niej żyć. Daje nam poczucie bezpieczeństwa. Umyję ręce, a jak nie to napisze do Boga sms, jak jedno nie pomoże to może drugie zadziała i mnie nie dopadnie ta zaraza. 
Czemu tak często żyjemy w wirtualnej przestrzeni? Czy  idą tez czyny? Czy zwracamy uwagę na swoje słowa kierowane w wirtualnej i realnej rzeczywistości do innych? One maja siłę ożywić, ale i zabić. Czy aby nie zamordowałam kogoś swoim „pouczeniem” dobra rada? Czy potrafimy kochać tak naprawdę czy tylko na klawiaturze komputera? 
Ja łapie się, ze często nie umiem. Że już mi się nie chce, nie mam ochoty kiwnąć palcem w jakieś sprawie bo temat się przejadł.
Tak mi się dziś w głowie urodziło, ze koronawirus jest synonimem zła na ziemi. Na początku wszyscy panicznie się go boją, potem zaczynamy się z nim oswajać, niektórzy dobrowolnie wchodzą z nim w interakcje i w nosie mają ostrzeżenia , że może być niebezpieczny, Niektórzy liczą, że pochodzą na krawędzi ryzyka, a nóż im się upiecze ta zabawa i nie zlecę z urwiska mimo iż ryzyko jest spore. Jeszcze inni wchodzą głębiej, już nad sama przepaść wmawiając sobie: jestem silny, nic mi się nie stanie.. Oswajamy się z niebezpieczeństwem pozwalając mu niepostrzeżenie wyłączyć nasz mechanizmy obrony. Podobnie jest ze złem w naszym życiu. Pudrujemy mu nosek, by lepiej wyglądało, a czasem ubieramy w  szatkę dobra….
Niebezpieczeństwo jednak jest realne i zarówno koronawirus jak i zło potrafi zabić. jedno ciało, drugie dusze.... Gorzej jak zaatakują równocześnie bo wtedy można przegrać i jedno i drugie życie...

Panie spraw byśmy nie igrali  ogniem ryzykując śmierć na wieki.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz