Bóg... gdzie się nie obejrzymy
tam ludzie go wzywają, pod większością artykułów o czyjeś śmierci, problemie,
kłopocie, chorobie pojawia się: Panie ty się tym zajmij. Wiele łańcuszków
rozsyłanych różnymi kanałami: kto prześle temu Bóg.... Przeważnie zostawiam
takie akcje bez odzewu, ale wczoraj przeczytałam czyjąś prośbę o nie wysyłanie
tej osobie łańcuszków i widniało tam takie zdanie: Bóg nie ma konta na FB.
Panika koronawirusowa słabnie,
pięknie widać to w artykułach i komentarzach pod nimi. CO raz więcej jadu,
wypominania sobie przeszłości, co raz więcej złości i nienawiści.
Nie dajemy sobie prawa do
bycia innym, do posiadania innych przekonań politycznych społecznych
religijnych. Albo myślisz jak tak ja , albo zgiń i przepadnij maro. W Internecie
bardzo chętnie też afiszujemy się ze swoją wiarą: dobry Boże pisze do Ciebie te
wiadomość, bo zapewne nie omieszkasz zajrzeć na ten portal i odnajdziesz moją prośbę
o oddalenie tej plagi od mojej rodziny, bo na rodzinę sąsiada już możesz ją zesłać,
bo wiesz, oni się dorobili nowego auta i ostatnio remont zrobili wiec pewnie są
nieuczciwi więc ich za ten grzech pokaraj.
Czasem jak czytam niektóre
wpisy jest mi po ludzku żal. Nie jestem aniołem, zdarza mi się ludzi nie lubić,
nie cierpieć wręcz, ale staram się nie oceniać. Zanim komuś przypnę łatkę ostatniego
grzesznika, innowiercy itd. Zadaję sobie pytanie: w czym jestem lepsza? Zycie
nauczyło mnie stosować zasadę: ”Kto z Was jest bez winy…” I nie raz po tej
lampce w głowie, kamień spadał na ziemię rąbiąc mnie przy okazji boleśnie w stopę. Działało
lepiej niż kubeł zimnej wody.
To nie jest tak, że nie widzę
cudzych błędów, widzę, czasem upominam, ale nie osadzam. Nie przypinam łatek:
łajdak, morderca, świnia itd…. Nie przypinam, bo nigdy nie wiem co stoi za taką
a nie inną decyzja, czasem jest to tragedia życiowa, czasem brak kogoś kto
pokaże że warto, a czasem całkowita obojętność i zapewne swoim wytykaniem mu
wszelkiej maści grzechów nie zachęcimy go do tego by choć odrobinę
zainteresował się tematem Boga.
Te wszystkie wpisy pod
artykułami typu: dziecko umiera na chorobę XX: Jezu ty się tym zajmij! Zapewne
chętnie się zajmie, tylko powiedz Mu o tym. Jakoś nie sadze by mimo swojej
wszechmocy i wszechwiedzy czytał komentarze pod artykułami na temat
koronawirusa lub czyichś chorób.
Nie, nie odbieram mu tej umiejętności, ale
chyba bardziej chodzi o nasze zaangażowanie, a nie o kilka liter wystukanych
na klawiaturze, nawet w dobrej wierze. Czy to aby nie działa na zasadzie:
zaznacz wiadomość, Bóg się tym zajmie.
Jak łatwo nam odfajkować coś
bez angażowania się. Takie uspokojenie sumienia. Umyłam ręce po przyjściu z zakupów,
poprosiłam Boga o modlitwę za tych co chorują i o ochronne przed choroba mnie i
najbliższych: jestem bezpieczna. Dodatkowo dodam 30 komentarzy by zajął się
tym czy tamtym…. Pouczę tego i owego bo przecież wiem lepiej…. Dobry uczynek
zaliczony, wzrasta moje miejsce w rankingu, pewnie to mnie zabezpieczy przed
chorobą.
Iluzja, uwielbiamy w
niej żyć. Daje nam poczucie bezpieczeństwa. Umyję ręce, a jak nie to napisze do
Boga sms, jak jedno nie pomoże to może drugie zadziała i mnie nie dopadnie ta
zaraza.
Czemu tak często żyjemy w
wirtualnej przestrzeni? Czy idą tez czyny? Czy zwracamy uwagę na swoje
słowa kierowane w wirtualnej i realnej rzeczywistości do innych? One maja siłę ożywić,
ale i zabić. Czy aby nie zamordowałam kogoś swoim „pouczeniem” dobra rada? Czy
potrafimy kochać tak naprawdę czy tylko na klawiaturze komputera?
Ja łapie się, ze często nie
umiem. Że już mi się nie chce, nie mam ochoty kiwnąć palcem w jakieś sprawie bo
temat się przejadł.
Tak mi się dziś w głowie
urodziło, ze koronawirus jest synonimem zła na ziemi. Na początku wszyscy panicznie
się go boją, potem zaczynamy się z nim oswajać, niektórzy dobrowolnie wchodzą z
nim w interakcje i w nosie mają ostrzeżenia , że może być niebezpieczny,
Niektórzy liczą, że pochodzą na krawędzi ryzyka, a nóż im się upiecze ta zabawa
i nie zlecę z urwiska mimo iż ryzyko jest spore. Jeszcze inni wchodzą głębiej, już
nad sama przepaść wmawiając sobie: jestem silny, nic mi się nie stanie..
Oswajamy się z niebezpieczeństwem pozwalając mu niepostrzeżenie wyłączyć nasz mechanizmy
obrony. Podobnie jest ze złem w naszym życiu. Pudrujemy mu nosek, by lepiej wyglądało,
a czasem ubieramy w szatkę dobra….
Niebezpieczeństwo jednak jest
realne i zarówno koronawirus jak i zło potrafi zabić. jedno ciało, drugie
dusze.... Gorzej jak zaatakują równocześnie bo wtedy można przegrać i jedno i
drugie życie...
Panie spraw byśmy nie igrali ogniem ryzykując
śmierć na wieki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz